Coraz trudniej idzie mi tłumienie tego wszystkiego w sobie. Chociaż z drugiej strony cieżko by mi było wyrzucić z siebie to, co najbardziej boli. Czasem nie wiem sam co z tym robić, co ze sobą zrobić. Ostatnio we własnym domu nie potrafię znaleźc sobie miejsca. Nigdy nie śpię na środku łózka, zawsze gnieżdże się po lewej lub prawej stronie. Zupełnie jak bym robił dla kogoś miejsce, ale jak na ironię pozostaje ono wciąż puste. Od samotności gorsza jest chyba tylko powolna śmierć w męczarniach, bądź trwałe kalectwo. Czasem czuje że takie życie to faktycznie powolna śmierć w męczarniach dla mojego serca. Jutro grupowy wypad na piwo. Liczę, że chociaż połowa się pofatyguje. Dziś była jazda, niestety Golfem automatem bo Corsa "ma przejść operację na otwartym sercu". Kolejna jazda w poniedziałóek o 18:00. Nie wiem jak wyjeżdżę 30 godzin przed 15 września. W cuda nie wierzę, więc pewnie znów czeka jeżdżenie tam po 5-6 razy w tygodniu. Jakoś to będzie.
skomentuj | (0)
Aż szkoda wyglądać za okno. Co prawda nie jest to obiecane 60 litrów na metr kwadratowy, ale i tak widok jest mało atrakcyjny. Często ciężkomi zaczynac nowy tydzień, tak samo było wczoraj. Chociaż z drugiej strony wyjazd na zajęcia nie był czymś czego bym chciał unikać. Po prostu nie mogłem wstać. Było zbyt zimno. Ale jakos się zebrałem. Na zajęciach ostatnie spotkanie z Marcinem, od środy jakiś inny psycholog do nas przychodzi i będzie z nami właśnie przez środę i piątek. Ale zleciało te 1,5 miesiąca. I akurat teraz gdy zżyłem się z grupą musimy kończyć kurs. Znów robiliśmy ćwiczenia na kreatywne myslenie, a także analizowaliśmy testy, które mieliśmy robić w domu. Według wyników ja sam potrafie podejmować decyzje i ponosić ich konsekwencje. Wyszło, że jstem samodzielny. Później miałem poczekać bite 4,5 godziny na jazdę. Nie było łatwo, ale doczekałem szwędając się i siedząc na dworcu. Na miejscu okazało się, że z samochodu mocno śmierdzi gazem, ale podobno jego stan nie zagrażał bezpieczeństwu. Chociaz gdyby nawet wybuchło, może bym doleciał do siebie do domu i oszczędził na bilecie :) Sama jazda była pozytywna. Nauczyłem się ruszać ze wzniesienia tak, bynie cofał się samochód. Pojeździłem trochę po korkach i bezdrożach. Na autobus zdążyłem tylko dlatego, że jakaś kobieta za bilet płaciła chyba 20 groszówkami i kierowca liczył to w nieskończoność. Później okazało sie, że to jednak autobus, który miał wyjechać o 17:50 (godzinne opóźnienie, czyżby PKSy zaraziły się tym od PKP??). Czyli na ten 19:08 bym zdążył nawet gdybym nie przecinał skrzyżowania na czerwonym świetle. Dziś od rana boli głowa (ból nasilający się na samą mysl o spojrzeniu za okno). Kolejną jazdę ma mi ustalić instruktor. Oby tylko nie dziś.
skomentuj | (1)
Ten tydzień kończy się dość ciekawie. Wczoraj rano niespodziewanie przyjechała mama. Co prawda w niedziele rano jedzie do Gdańska jeszcze na miesiąc, ale postanowiła przyjechać na 3 dni i dobrze. Dawno się tak z nią nie nagadałem. Jazda idzie mi coraz lepiej, co nawet czasem wprawia w pozytywny nastrój (przykład: środa i na prawdę bardzo dobry humor). Jutro w sobotę miałem mieć jazdę o 12:00. Troche nietypowy termin, ale trzeba gonić godziny za wszelką cenę. Ale przed kilkoma minutami dzwonił instruktor i przełożył jazdę na poniedziałek na 18:00. Więc po zajęciach trochę sobie poczekam, ale zmuszony jestem do tego, bo trzeba jak najszybciej wyjeździć te 30 godzin. Czegoś wciąż w życiu brakuje. Czegoś, czego na dobrą sprawę nigdy nie było. Spędza mi to sen z powiek (a później rano nadużywam kawy :). Przynajmniej producent kawy na tym zarobi. Nie ma tego złego.
skomentuj | (0)
Właściwie ta niedziela taka do kitu nie była. Chociaż inaczej wyobrażałem sobie spędzanie takich dni. No ale dobra, jest jak jest. Nie urwię (urwę ??) sobie głowy. Posiedziałem u rodzinki. Żeby zabić frustrację, urządziłem sobie grilla. Wypiłem kilka piw siedząc na tarasie i wpatrując się w Łysą Górę. Gdy byłem mały i przyjeżdżałem tu na wakacje też siedziałem w tym samym miejscu. Z tą różnicą, że wtedy piłem co najwyżej colę. Czasy się zmieniły, postrzegam świat inaczej, lecz gdzieś w głębi serca wciąż egzystują ideały, które "spłonęły na stosie" kilka lat temu. Nie wiem czy to naiwność czy desperacka chęć spełnienia tej magicznej wizji życia sprzed kilku lat. Czas pokaże. Teraz trzeba z podniesioną głową wejść w nowy tydzień.
skomentuj | (2)
A więc nastała sobota. Dzień, który zamiast na odpoczynek przeznaczę na gotowanie, pranie i sprzątanie. Tylko muszę uważać skacząc z radości by sobie nie rozpieprzyć głowy o sufit.
Ten tydzień był dość męczący. Tak wyszło, że musiałem jeździć do Kielc codziennie. Najgorzej znoszę drogę powrotną bo zawsze myslę że jadę do pustego domu i że nikt tam nigdy na mnie nie czeka. Jest niby w domu ojciec, ale on bardziej czeka na "Czterech Pancernych" i na to kto mu sprzątnie szklanki ze stołu. Mam już wyjeżdżone 8 godzin i ustalone terminy na dwie kolejne jazdy. We wtorek muszę tam jechać na 18:00 (musiałem łapać każde możliwe terminy) ale za to w środę mam jazdę po zajęciach, więc zdążę pewnie na obiad. Jutro mam niby na wieś jechać bo wielmożna rodzina okazała się na tyle wspaniałomyslna, że raczyła mnie zaprosić (co prawda przez 146 pośredników bo wygląda na to, że przez telefon potrafię chyba upierdolić komuś ucho). Nie wiem czy to z własnej woli, czy przez te ostatnie upały, ale chyba skorzystam bo niedziela spędzona w domu dołuje mnie jak mało co. W dodatku gotowanie obiadu gdy w pobliżu krąży tato - oo nie. Jak jest w pobliżu leci mi wszystko z rąk. Przejebane jest życie niechcianego. Ale nie chcę się na siłe zmieniać i narzucać. Wolę by nienawidzili za to kim jestem niż kochali za to kim nigdy nie byłem :)
skomentuj | (1)
Ostatnie 3 dni były dośc intensywne. Każdy dzień oznaczał wyjazd na zajęcia lub jazdę. Ale dla mnie taka sytuacja jest korzystna bo nie ma mnie dłużej w domu. Rozpisywać się chyba zbytnio nie będę. Szczerze, to nie chce mi się. Chociaż z drugiej strony przez ostatnie 3 dni nie wydarzyło sie nic szczególnie tragicznego lub radosnego (no może poza mejlami od pewnej Osoby, które szczerze ucieszyły), a właśnie po jakimś konkretnym wydarzeniu miałem zaglądać na swojego słodkiego blogasska... Weekend wypełniony obowiązkami. Jedyną przyjemnością będzie jutrzejszy wypad na mecz. A po weekendzie zaczyna się kolejny intensywny tydzień. Pasuje mi to. Miła odmiana po tylu tygodniach nudy i pustki.
skomentuj | (0)
Los jak chce, potrafi w niezwykle przebiegły sposób spierdolić najlepiej układający się dzień. Dziś poniedziałek, więc o 10 miałem kolejne zajęcia. Żeby nie zrywać się bardzo wcześnie, wstałem o 6, by sobie spokojnie zdążyć na autobus o 7:40. Na zajęciach już takiej nudy nie było jak ostatnio. A po zajęciach troche przerwy i jazda. Pierwotnie plan zakładał, że po skończonych ok 13:50 zajęciach skoczę szybko na obiad, zjem i pójdę spokojnie na jazdę. Jednak dziś wypadło spotkanie z psychologiem. Sympatyczna osoba ale walnie przyczyniła się do mojego nie-zdążenia z pójściem na obiad, więc na jazdę szedłem głodny widząc hamburgery i hot-dogi zamiast mijających mnie ludzi. Jazda nieco odprężyła, lecz głód sie powiększał. Później kwitłem 45 minut na przystanku bo sprzed nosa uciekł gruchot częstując porcją jakże pożywnych dla organizmu spalin. Coraz mocniej burczało w brzuchu. Wreszcie przyjechał bus. "Teraz szybko przyjechać do domu i od razu zatopić w czymś zęby". Gówno... Przed samym miastem wjechaliśmy w jakiś kurewsko okrutny trzaskający piorunami i gradem cyklon, tajfun, chuj wie co to było. Nie miałem grosza przy duszy na taksówkę więc prawie 45 minut spędziłem w dworcowej poczekalni efektownie burcząc brzuchem, który chciał chyba przebić głośnością grzmoty na dworze. Wreszcie gdy deszcz już nie zagrażał przedwczesną wymianą telefonu z powodu zamoczenia, slalomem między kałużami udałem się do domu. W tym tygodniu jeszcze 3 wyjazdy do Kielc: środa, czwartek i piątek.
skomentuj | (0)
Wczoraj miałem trzecią już jazdę. Przy okazji dowiedziałem się że te 30 godzin wyjeździć musimy do połowy września a nie do końca sierpnia, więc może się wyrobię. Akurat do tego instruktora idzie najwięcej ludzi. Trudno się dziwić. Sama jazda bardzo fajna. Mimo że bitą godzinę walczyłem z korkami i idiotami wpychającymi się na mój pas bez kierunku.
Dziś miałem pierwsze zajęcia z "Przedstawiciela Handlowego". Facet prowadził wykłady tak trochę bez przekonania. Gdyby nie (za) mocna kawa wypita przed samym wykładem, chyba sam bym się tam wyłożył. W nocy rwany sen, w dodatku śniły mi się straszne pierdoły (nie przypuszczałem że mój mózg potrafi wygenerować coś takiego, aż boję się iść spać :) W poniedziałek załatwię dwie sprawy za jednym zamachem, bo jazdę mam zaraz po zajęciach. No, może nie tak zaraz, bo muszę czekac ponad godzinę. Ale nie ma tego złego, skoczę sobie na obiad. Cieszę się że zdecydowałem się na ten kurs. I to by było na tyle jesli chodzi o "cieszę się".
skomentuj | (0)
Ostatnie 4 dni były idealnym przykładem na to, że mimo wszystko znajduje się w nieodpowiednim miejscu na świecie, bądź otaczają mnie nieodpowiedni ludzie. Sam już nie wiem. Dziś wypadła mi druga jazda. Rano trzeba było zrobić rundkę po mieście opłacając rachunki i robiąc zakupy. Z tego wszystkiego ledwo zdążyłem na autobus. Nie było "przeproś" iod razu rzucił mnie w miasto. W sumie to bardziej za miasto, ale z miasta trzeba było wyjechać. Wrażenia pozytywne, coraz lepiej czuję sprzęgło. Jest dobrze. Następna jazda w czwartek o 13. Znów dobija upał. Ciekawe jak długo potrwa.
skomentuj | (0)
Taka pogoda potrafi skutecznie człowieka wyprowadzić z równowagi. Rano zmokłem w drodze na dworzec. Autobus bez klimatyzacji (a co za tym idzie - bez ciepłego nawiewu, więc większą część drogi trzęsłem się z zimna). Myślałem że sie spóźnię przez ten remont drogi, ale koniec konców dojechałem na czas. Zaczynałem o 11:00. Poszedłem w umówione miejsce. Przy okazji pogadałem z ludźmi z grupy, którzy właśnie skończyli/zaczynali równo ze mną jazdę. Instruktor równy gość. Więcej dyskutowaliśmy o muzyce niż nauce jazdy. Trochę tak jak bym widział siebie za 30 lat. Sarkastyczny, pierdoli techno i disco-polo, wkurwia go hip-hop, w bojówkach, no wypisz-wymaluj ja :) Pojechaliśmy na spory parking, gdzie już od kilku minut jeździła dziewczyna z mojej grupy. Trochę teorii o sprzęgle, ustawieniu lusterek, fotela, zmianie biegów i ruszamy. Co prawda dziś tylko jeździłem po parkingu, ale jak na początek szło mi dobrze. Na koniec facet poprosił o wykręcenie ósemki (linie były namalowane). Nawet się udało. Następna jazda w poniedziałek o 15:00. W drodze powrotnej dowiedziałem się o pozytywnym wyniku pewnego egzaminu, co mnie szczerze ucieszyło :) Ucieszyło mnie równiez to, że nie zamoczyłem telefonu wracając z dworca do domu (ulewa była niesamowita). Czas trochę pobawić się symulatorem jazdy. Do poduszki chyba wezmę sobie Podręcznik Kierowcy.
skomentuj | (0)
Emocje związane z egzaminem opadły i czas powoli wracać na Ziemię. Chociaż wzajemne gratulacje po zdanym egzaminie oblane strumieniem zimnego piwa wciążnie dają o sobie zapomnieć. Fajne chwile. W sobotę umówiłem się z instruktorem na środę. Pierwsza jazda. Ciekawe czy od razu rzuci mnie w miasto. Wczoraj całodniowy wyjazd. Chyba nawet dobrze, że wypadł właśnie wczoraj. Brakuje mi czegoś takiego, wciąż czuję się osamotniony. Dziś sprzątanie i to przenikliwe zimno na dworze. Dziwne lato, albo zimno, albo upał. Chodzi mi po głowie jedna taka piosenka, jednak pamiętam tylko krótki fragment tekstu z refrenu. Chcę ją znaleźć, zaraz zabieram się za szukanie.
skomentuj | (0)
Dziś postanowiłem złamać pewną zasadę i nie uczyłem się w drodze na zajęcia. Wyszedłem z założenia że nauka przed samym egzaminem jednak nie jest dobra i odpuściłem. Cała drogę słuchałem muzyki. Po krótkiej powtórce nadszedł czas egzaminu. I żarty się skończyły. Chociaż przyznam, że po końskiej dawce edukacji, jaką zaaplikowaliśmy sobie w ostatnich dniach, pytania wydały się łatwe. Wiele po prostu zapamiętałem po najdrobniejszych wręcz szczegółach na załaczonych do nich rysunkach. Reszta była do bólu logiczna i wynikała z treści pytania bądź z obrazka. Po krótkim okresie oczekiwania nadszedł wyrok: "18/18". I tym sposobem zostałem dopuszczony do jazdy. Jutro mam się skontaktować z instruktorem. Po egzaminie przyszedł czas na grupowe zdjęcie i wypad "paczką" na duuuże piwo. Bardzo duże :) Droga powrotna też bardzo pozytywnie minęła. Jutro ważny dzień.
skomentuj | (1)
Wczoraj ledwo dojechałem na czwarty dzień zajęć. Uratowała mnie klimatyzacja w autobusie. Przez całą drogę powtarzałem sobie skrzyżowania i pierwszą pomoc. W ogóle to wyszliśmy wcześniej. Dobrze że spojrzałem na zegarek i że szedłem tempem Korzeniowskiego bo bym nie zdążył na autobus i by mnie przed samym dworcem złapała burza. Wieczorem jeszcze siedziałem prawie dwie godziny i powtarzałem najpierw skrzyżowania, później zasady ruchu (ot, tak by nie wyleciało z głowy). Dziś tym późniejszym o 11:15 jadę. O 14 mała powtórka i jedziemy z egzaminem wewnętrznym. Ma być sprawdzony na miejscu. Po zajęciach paczka wybiera się na piwo, pewnie na jednym się nie skończy, oby było za co wypić.
skomentuj | (0)
Trzeci dzień zajęć był bardzo pozytywny. Paczka powiększyła się o kolejną osobę. Zajęcia fajnie prowadzone, jest czas by pożartować, no na prawdę takiej atmosfery mi było trzeba po tej kilkutygodniowej domowej "pleśni". Obiad przed zajęciami oczywiście wypalił, lecz w niepełnym składzie. Na początku frytki na talerzu były samochodami i omawialismy różne warianty skrzyżowań. Ludzie obok z ciekawością wsłuchiwali się w to co wygadujemy (- "Twoja frytka to autobus przegubowy" ?? - "Nie, tramwaj") a wygadywaliśmy z ich perspektywy totalne bzdury. Ale nie samą nauką człowiek żyje. Przez resztę dnia na przerwach spieraliśmy się o to, czy da się przeskoczyć flagę w Mario 2... Gdy będzie chwila oddechu, pobawię się w obalacza mitów.
skomentuj | (0)
I drugi dzień zajęć mam już za sobą. Wczoraj przez bite 4,5 godziny edukowaliśmy się o znakach, torach jazdy, rodzajach dróg, właczaniu się do ruchu. Dziś będziemy przerabiać skrzyżowania (które wcale nie są takie trudne do opanowania, wiem - czytałem :). Dobrze że dali nam te materiały pomocnicze, można spokojnie przeglądać w drodze na kurs (a że jedzie się ponad 1,5 godziny w jedną stronę to czasu jest dośc dużo). Zresztą do tej pory nie było niczego co by mi sprawiło trudność.
Integracja w grupie przybrała na sile, czego efektem był wczorajszy wypad na obiad po zajęciach w 4 osoby. Dziś na 13 też jestem z nimi umówiony, więc muszę wyjechać wcześniejszym autobusem. Ale dobrze że tak jest. Przecież w domu mogę pogadać tylko do ścian albo do siebie... Pojutrze pierwszy poważny sprawdzian.
skomentuj | (1)
I zaczęło się. Wczoraj były pierwsze zajęcia. Na początek było sporo papierkowej roboty ale później przeszliśmy już do konkretnych zajęć. Najpierw była teoria i praktyka z pierwszej pomocy a później przerobiliśmy znaki poziome, rodzaje dróg i część znaków pionowych z grupy B. Dziś znów na 14:00. Musze wyjść o 10:30 by zdązyć na autobus. Trochę przeraża wizja tego, że w piątek mam pierwszy egzamin. Ale nie ma co panikować.
skomentuj | (2)
Minął właśnie kolejny pusty tydzień. Oby jak najmniej takich. Od tej monotonii człowieka może trafić szlag. Zresztą nie tylko od monotonii, od pogody też. Od jutra zaczynam kurs. Wreszcie. Oby tylko pogoda dopisała i nie było jakiejś strasznej burzy. Jakoś nie bardzo widzę się w roli piorunochronu. Z drugiej strony może chociaż w tym bym się sprawdził...
skomentuj | (0)
Przegięcie. Ten upał doprowadza mnie do szału. Ja rozumiem - lato i że w zimę i na wiosnę narzekałem na niskie temperatury. Ale żeby takie coś ?? Matka Natura ma chyba menopauzę i jej krzywych humorów doświadczamy od dłuższego czasu. Najpierw upierdliwa zima, dziwna wiosna, powódź a teraz to. Przymknąl bym na ten upał oko gdybym w nocy mógł je zmrużyć na dłużej niż 3 godziny. Na przykład dziś od północy gdzieś do 2:30 siedziałem na balkonie. Wczoraj podobnie. To jest najgorsze.
A zaraz idę do Urzędu Pracy, mam ich poinformować o tym że na pewno zaczynam kurs a że dopiero dziś mam czas by to zrobić - idę. Nie bedę odkładać na jutro.
skomentuj | (0)
I faktycznie, na tych badaniach nie było wcale źle. Poznałem dwóch osobników z przyszłej grupy i oczywiście dyskusja od razu zeszła na tematy sportowe. Fajnie się dyskutowało, po jakimś czasie do dyskusji się przyłaczyły przyszłe koleżanki z grupy. Nie poznałem wszystkich. Z 20 osób na oczy widziałem 6, ale wiadomo, na inne godziny mieli wyznaczone badania.
Badania składały się z dwóch części. Najpierw lekarskie a później psychologiczne. Lekarskie to typowy wywiad: "Czy miał pan urazy czaszki, amputowaną głowę, czy wyrosła panu trzecia noga". Akurat wymianie głowy bym się chętnie poddał. Na koniec zbadany miałem poziom cukry we krwi. Wynik w normie. Badania psychologiczne przeszedłem też "bezboleśnie". Najpierw rozmowa a później psychotest i krótka analiza wyników. Wrażenia pozytywne. Ludzie w porządku, oby tak zostało do końca. I na deser autobus bez klimatyzacji. Ale za to kierowca okazał się wspaniałomyślny nie dodając do ceny biletu opłaty za saunę. Z pomocą pewnej Osoby i smsów przetrwałem jakoś tą jazdę. Ale śmiało mogę powiedzieć, że wolę przepłacić niż jechać starym, warczącym prostopadłościanem na kółkach bez klimatyzacji i tych małych okienek nad dużymi oknami. Zajęcia zaczynam 19-go o 14:00.
skomentuj | (0)
Jak by tego wszystkiego było mało, jeszcze to - upał. Cienia jak na lekarstwo a gdy znajdzie się dobre miejsce nad wodą, nie pozwalają odpocząć komary. Jeszcze to pierdolone uczucie permanentnego osamotnienia. Zupełnie jak by prawie cały świat odwrócił się plecami Ściągnąłem z ich strony harmonogram zajęć oraz listę zakwalifikowanych. Jutro badania. Mam tam być na 10:00, czyli 7:20 wyjazd. Chcę to mieć juz za sobą i zacząć kurs. Może tym razem dla odmiany nic nie stanie mi na drodze do celu. Mimo wszystko jestem dobrej myśli.
skomentuj | (0)
Co prawda z takimi rzeczami jak gotowanie czy sprzątanie radze sobie dośc dobrze, ale kompletnie rozmontowany jestem przez tą pustkę dookoła mnie. W duszy szaleje huragan 5 stopnia a sercem (lub tym co z niego zostało) targają znów niekorzystne emocje.
Odkąd zostałem "na placu boju" z ojcem, najwięcej rozmawiam z ekspedientkami w sklepach bo z nim to nawet nie ma co gadać (szanuję bo w końcu ojciec, ale rozmówca z niego żaden). W sumie po parku tylu ludzi się kręci ale co, mam każdego zaczepiać i pytać się "czy zostaniesz moim kolegą/koleżanką" ?? To się kupy nie trzyma, nawet rzadkiej. To najbardziej dobija. Jest piątkowe popołudnie a nie ma z kim iść na piwo, na billard, do kina, na spacer, na pizzę, pograć w piłkę, na rower. Nawet nie ma z kim poziewać. A nie !! Poziewać mogę z ojcem... No po prostu cholery można dostać. Żebym chociaż miał motocykl.
skomentuj | (1)
I tak sobie jakoś te dni mijają. Chyba wolę jak nikogo (nikogo z rodziców) nie ma w domu gdy gotuję lub sprzątam. Mogę swobodnie sobie przekląć tłuszcz który strzelił mi w czoło lub kurz który z nieznanego powodu pokrywa cały regał 10 minut po tym jak go zmyłem i ułożyłem na półkach wszystkie duperele. Poza tym gdy sobie gwizdam pod nosem melodie "hiciorów" z lat 80-tych nikt się nie pyta "co to za piosenka ??" Ostatnio zacząłem doceniać swoje umiejętności kulinarne. Co prawda nie mam polotu do tego, z jakim efektem gotuje mama ale jak na żółtodzioba całe to gotowanie idzie mi nieźle. Nie przesoliłem ziemniaków, nie przypaliłem wody, nie obciąłem sobie ręki ani głowy skrobiąc ogórki na surówkę itd. Nasuwają się z tego tytułu optymistyczne wnioski np. takie, że gdy będę sam mieszkać prędzej umrę z nudy niz z głodu. Grunt to pozytywne myślenie ;p
skomentuj | (0)
Weekend minął spokojnie. Miało miejsce jedno spięcie o brakujący rachunek za gaz, ale szybko zostało ono zażegnane, choć nie powiem - wkurzyłem się mocno bo myslałem że skoro nas dwóch tylko zostało to chociaż kłócić się nie będziemy. Gówno prawda :) Nigdy w horoskopy ani inne taroty nie wierzyłem. Ale zawsze odkąd sięgam pamięcią, w lokalnej gazecie ukazującej się na terenie mojego województwa (a konkretnie w piątkowym wydaniu), czytam tygodniowy horoskop dla mojego znaku zodiaku czyli dla złośliwego Raka. 3 dni temu pisali że "wkrótce wzbudzisz zainteresowanie wśród płci przeciwnej". I faktycznie, od soboty samice lecą na mnie jak szalone*... Dziś długo sprzątałem dom, gdyż jak coś robić, to robić porządnie. Oczywiście sprzątałem przy muzyce. A żeby nie wyłączać monitora, nastawiłem na "pełny ekran" kamerkę na żywo pokazującą podwodny wyciek ropy w Zatoce Meksykańskiej. Poszło by się teraz gdzieś. Obiad ugotowany i nawet zjedzony, zakupy zrobione. Ale oczywiście nigdzie nie pójdę bo po pierwsze nie ma z kim a po drugie nie ma z kim. * - oczywiście samice komarów.
skomentuj | (1)
Pierwszy dzień jako "pan domu" poszedł nawet gładko. Opłaty, zakupy, pranie, gotowanie, jakoś dałem sobie radę. Jeszcze tylko niecałe dwa miesiące. W sumie to dobrze że tak się stało. Sam sobie muszę coś udowodnić. W dodatku taki dwumiesięczny "survival" przyda mi się w przyszłości.
skomentuj | (0)
No i zostaliśmy z ojcem sami na placu boju. To będą ciężkie 2 miesiące. Mama pewnie już w drodze na drugi koniec kraju. I jeszcze dom na mojej głowie + dojazdy na kurs. Ale dam sobie radę. Na przekór wszystkiemu.
Ale się porobiło. Gdzie nie spojrzę, wszędzie źle. W jednej połówce rodziny sytuacja się robi nieciekawa, druga połówka to już w ogóle jest "specjalna". Nawet nie chcę mi się opisywać tego wszystkiego. Całe moje otoczenie, całe moje życie, od normalności dzielę mnie lata świetlne.
Pozostaje mieć nadzieję, że z czasem co kolwiek mi się w życiu ułoży i zacznę powoli wychodzić na prostą, bo mimo stalowych nieraz nerwów, cierpliwość ludzka kiedyś się kończy.
skomentuj | (0)
Zarejestrowałem się na jakimś nowym forum swojego miasta. Raczej mało się tam dzieje, czyli pasuję do tego forum idealnie.A skrobnę jakiś post od czasu do czasu. Coś trzeba robić by szajby nie dostać. Dostałem tę przesyłke z Kielc. Poleconym wysłali, jaki się czuję wyrózniony... Mam się stawić 12go lipca na 10:00. Przejdę badania lekarskie i psychologiczne. Sam nie wiem czy mam się tego bać czy nie. W sumie chyba nikt nie przedstawi mnie w gorszym świetle niż ja sam :))
skomentuj | (0)
W sobotę i niedzielę nie zdarzyło się nic nadzwyczajnego. Wczoraj miałem urodziny. Juz 24 lata, ale zleciało. Miałem dostać to pismo z Kielc a także pewną ważną przesyłkę ściśle związaną z moimi urodzinami, niestety nie dostałem. Opłaciłem także domenę. Szkoda pieniedzy, ale jak mus to mus.
Dziś dostałem jedynie tę "urodzinową" przesyłkę, ale i tak się cieszę, bo w sumie kto by się nie cieszył na to, że ktoś o nim na prawdę pamięta w taki dzień jak urodziny. Dowiedziałem się także że babcia razem z mamą wyjeżdża, więc mam już drugie mieszkanie do opieki, super... Czekam teraz na mecz Hiszpania - Portugalia. Oby było chociaż na co popatrzeć.
skomentuj | (1)
Gdyby nie stało się dziś nic niezwykłego, nie pisał bym. To taka nowa zasada, którą sam sobie narzuciłem. Ma ona zachęcić do blogowania, bo przecież pisanie o czymś konkretnym lepsze jest niż pisanie na siłe o niczym. Dzwonili z Kielc. Zostałem zakwalifikowany na ten kurs. Wielka ulga, jeden ciężar zdjęty. Mam w poniedziałek dostać pismo od nich, bo telefonicznie powiedziano mi, że zostanę zaproszony na jakieś spotkanie. Jego termin ma być w tym właśnie piśmie. Więc zapowiadają się dziwne urodziny, bo z jednej strony pismo w sprawie spotkania, z drugiej opłacenie tej cholernej domeny. Wiem że kurs to dopiero początek "zabawy" i że jeszcze musze wylać wiele litrów potu by dogonić upragnione szczęście. Ale teraz już nie odpuszczę.
skomentuj | (0)
No, teraz jestem na prawdę wściekły. Miałem szansę zdobyć pieniądze na opłacenie tej nieszczęsnej domeny i do pełni szczęścia potrzebowałem zwycięstwa Włochów. Ale jak w pewnym skeczu powiedział Robert Górski (KMN): "Jak ktoś ma pecha to i w dupie palec złamie". Ja rozumiem, nie zawsze można wygrywać. Ale z drugiej strony nie można wiecznie przegrywać. Musi być zachowana pewna równowaga. Nie, że nie mam kompletnie pieniędzy na tą domenę. Mam, ale muszę wypłacić ze swojego konta. Ojciec pewnie zaraz wywęszy tę wypłatę i zaczną się irytujące pytania a po co, a na co... Kurwa. Ale przecież nie wytłumaczysz że rok temu nie spodziewałeś się, że legalna praca na własny rachunek jako serwisant komputerowy nie wypali. Jak zwykle zanosi się na awanturę. Zresztą ostatnie 24 lata to wielki niewypał. Piszę to pod wpływem negatywnych emocji ale niech skonam tu i teraz, jeśli coś z tego jest nieprawdą. W rodzinie od lat konflikt (w rodzinie ojca, bo rodzina matki mieszka na drugim końcu kraju, w dodatku u nich wszystko jest tak jak powinno być), przez co wszyscy oprócz rodziców krzywo na mnie patrzą. Brak drugiej połówki, bo chyba wszystkie kobiety świata od Sydney po Los Angeles wbiły sobie do głowy że ja nie mogę być kimś więcej jak tylko kumplem albo jak to one nazywają "przyjacielem". Kimś komu można 7 dni płakać w rękaw a 8 dnia znaleźć sobie pierwszego lepszego chłopaka i uciec szybciej niż rękaw zdąży wyschnąć. A nie, wróć !! Byłem z kimś przez 3 tygodnie jakoś 3 lata temu. Ale zabawka się znudziła, więc w jednej chwili zostałem zupełnie sam. Brak pracy z czym staram sobie poradzić (duże nadzieje wiążę z kursem na prawo jazdy). Pewnie po zdobyciu prawka wyjadę i coś znajdę (na razie jestem tu uziemiony do jesieni). Oraz szereg innych rzeczy, które powodują że człowiek ma czasem po prostu dość. Ale powiedziałem kiedyś że wolę mieć życie do dupy, niż nie mieć żadnego. Dlatego ta dzisiejsza porażka do jutra będzie boleć. Jutro zacznie tylko lekko szczypać a nastepny dzień będzie już normalny. Zresztą kiedyś musi być lepiej. I będzie, trzeba tylko swoje odczekać.
skomentuj | (2)
Kolejny nerwowy dzień oczekiwania na decyzję w sprawie kursu. Bardzo mi na tym zależy.
Wizja wyjazdu mamy jest coraz wyraźniejsza. Dziś dostałem długi i nudny wykład na temat podlewania kwiatków bo oczywiście jedne się podlewa wodą z nawozem a inne wodą bez nawozów. Przyszła też listownie faktura z home.pl. Do 28 czerwca muszę wpłacić 120 zł więc prawdopodobnie w same urodziny pozbędę się pewnej kwoty. W sumie rok temu nie myślałem, że interes nie wypali. W ogóle nie myslałem że to wszystko będzie tak wyglądać. W gruncie rzeczy obecna sytuacja jest niemalże idealnym przeciwieństwem tego do czego zawsze dążyłem. Ale przecież po każdej burzy wychodzi kiedyś słońce.
skomentuj | (0)
Zamiast pisać, gdy wydarzy się coś konkretnego, zmuszałem się do pisania co wieczór. Chciałem się na siłe zdyscyplinować. Teraz postaram się to zmienić.
W bliskiej rodzinie znów nieciekawie. Nadeszło widmo wyjazdu mamy na cały lipiec. A niech jedzie. Dam sobie radę. Chociaż sam bym chętnie wyjechał. Chory jestem na ten pieprzony blok. W dodatku te mysli tłukące się po głowie. Dziś zaczyna się 3 kolejka grupowa na Mundialu. Liczę na porażkę Grecji z Argentyną. Nie jestem fanem Argentyny, ale za to jestem fanatykiem mojego kuponu z Fortuny na którym porażkę Grecji obstawiłem. Musze zdobyć szybko jakąś gotówkę by opłacić fakturę z home.pl. Wykupiłem tam domenę. Tam była strona firmy, która miała przynieść sporo pieniędzy, ale jak zwykle nie wyszło. W sumie zdążyłem się do tego przyzwyczaić, jednak każde kolejne "nie wyszło" irytuje równie mocno.
skomentuj | (0)
I znów dała o sobie znać moja niekonsekwencja. Po czterech miesiącach syn marnotrawny wraca do pisania (lub przynajmniej stara się wrócić). To trochę taki desperacki krok z mojej strony. Człowiek ima się wszelkich sposobów by po prostu nie zwariować. Mundial nie mógł sie zacząc w lepszym czasie niż ten.
Nie zmieniło się wiele przez te cztery miesiące. W życiu wciąż pustka i te same troski, które powoli stają się moim znakiem rozpoznawczym.
Pierwszy dzień kalendarzowego lata ale w duszy wciąż zima i mimo usilnych starań nie zanosi się na odwilż. Obecnie wszystko kręci się wokół decyzji komisji przyjmującej uczestników na kurs. Mam szanse zrobić taniej prawo jazdy, więc z szansy skorzystałem i złożyłem stosowne dokumenty. Teraz tylko czekam. Decyzja ma zapaść na koniec tego miesiąca. Albo będzie miłe zaskoczenie, albo kolejne spierdolone urodziny. Pożyjemy - zobaczymy.
skomentuj | (0)
|